radio

Nostalgia dziewięć zero

Koledzy, czy musieliście zrobić te wszystkie filmy – pytał kąśliwie reżyser Wojciech Marczewski podczas Festiwalu w Gdyni na początku lat 90. Rozgoryczenie nastąpiło zaraz po tym, jak twórca uwolnił swoje fantazmaty Ucieczką z kina „Wolność”, a branża nieśmiało próbowała sprostać gustom widowni, wpatrzonej w kolejną falę hollywoodzkiego kina atrakcji.

Tymczasem na rodzimym srebrnym ekranie trzeba było znaleźć nowe tematy i język, a to wszystko w ramach skromnej technologii i mocno okrojonych budżetów. Nie pomagał też czas boomu na kasety VHS, gdzie królował Jean-Claude Van Damme, Sylvester Stallone czy przyszły gubernator Kalifornii. W ten sposób rozpoczęła się dekada rytualnego narzekania na polskie kino i tłumaczenia się znajomym, po co ogląda się te wszystkie dziwne filmy.

Oczywiście to nie jest tak, że w latach 90. w kinie nic się nie dzieje. Twórcy eksperymentują, zerkając nieśmiało w stronę amerykańskiego kina gatunkowego. Trzeba tu jednak jakoś przełożyć amerykański rozmach na rodzime warunki produkcyjne. Nie bez straty, ale przecież nie chodzi o to, żeby w kinie popularnym było tak samo. Zróbmy zatem eksperyment myślowy – budzą Cię w środku nocy i masz wymienić 9 kultowych filmów z lat 90., bo inaczej…

Początek jest prosty – Bogusław Linda, ikona dekady, w imię zasad wymieniasz Psy i po cichu marzysz, że skoro były dwie części to liczy się za dwa; później głosem Franza Mauera nucisz przebój dekady I’m your man i do głowy przychodzi Ci Sara. Za chwilę odczuwasz delikatny zgrzyt na wspomnienie Lindy recytującego Pana Tadeusza. Idąc za lekturą przypominasz sobie jak wszyscy musieliśmy przekładać sprawdzian z matematyki, żeby obejrzeć superprodukcję dekady Ogniem i mieczem, a następnie kłócić się czy lepszy Skrzetuski, czy Bohun.

Dzięki zwizualizowaniu bohaterów przypomina Ci się jak wujek do znudzenia wybierając numer recytował memory, find…i wszystko jasne, na szczęście Kilerów też było dwóch. Na fali klasycznego żartu przypominasz sobie, że w sumie to Nic Śmiesznego, a zamiast Jurka Kilera zawsze wolałeś Adasia Miauczyńskiego. W końcu przypomina Ci się ten jeden film, po który codziennie biegałeś do wypożyczalni, którego bohaterami (jak mówił reżyser) są młodzi chłopcy z maturalnej klasy, którzy uważają, że cały świat należy do nich i myślisz, że z tymi Młodymi Wilkami to trochę jak z tym kinem.

Skontaktuj się z nami

Spotkanie online